14 kwietnia 2020

Żywność nie przenosi koronawirusa

Maciej Kamiński

Nie ma żadnych dowodów na to, że żywność jest drogą lub źródłem przenoszenia koronawirusa – twierdzi Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA).
To samo mówią m.in. polski Główny Inspektorat Sanitarny, irlandzki Urząd Bezpieczeństwa Żywności oraz EFPA – stowarzyszenie skupiające producentów owoców i warzyw w Unii Europejskiej

Oświadczając, że nie ma dowodów na to, by koronawirus przenosił się przez żywność, Europejski Urząd ds. bezpieczeństwa Żywności powołuje się m.in. na doświadczenia z poprzednich lat – dotyczące pokrewnych koronawirusów, takich, jak koronawirus ostrego zespołu ostrej niewydolności oddechowej (SARS-CoV) i koronawirus zespołu oddechowego na Bliskim Wschodzie (MERS-CoV). Według EFSA nie nastąpiło wówczas przeniesienie zakażenia poprzez spożywanie pokarmu. Do chwili obecnej nie ma żadnych dowodów na to, że w przypadku najnowszego koronawirusa (SARS-CoV-2) mogłoby być inaczej.

EFSA dodaje, że naukowcy i rządy na całym świecie dokładnie monitorują rozprzestrzenianie się koronawirusa i nie było dotąd żadnych sygnałów, by mógł przenosić się on przez żywność.

Irlandzki Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (Food Security Authority of Ireland – FASI) wyraża się na temat jeszcze dobitniej. „Jest nieprawdopodobne, by koronawirus przenosił się przez żywność” – pisze w swym komunikacie FSAI.

Konsumenci mogą bez obaw spożywać pokarmy pochodzenia roślinnego jak i zwierzęcego, pamiętając o zachowaniu podstawowych zasad
higieny osobistej oraz dotyczącej przyrządzania posiłków.

W tym samym duchu wypowiadają się na ten temat polski Główny Inspektorat Sanitarny, niemiecki Federalny Instytut Oceny Ryzyka (BfR) czy Europejskie Stowarzyszenie Producentów Owoców i Warzyw (EFPA). Z kolei Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) informuje, że nie ma obecnie też żadnych dowodów na to, by koronawirus mógł się przenieść na zwierzęta domowe czy hodowlane.

Konsumenci mogą więc bez obaw spożywać pokarmy pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego. Trzeba jednak pamiętać o zachowaniu podstawowych zasad higieny, nie tylko osobistej, ale także tej dotyczącej przyrządzania posiłków.

Ucierpi rynek światowy

Przedstawiciele EFPA zaznaczają przy tym, że obecna sytuacja będzie miała istotny wpływ na cały sektor spożywczy. „Niesie to szereg implikacji dla europejskich owoców i warzyw oraz innych dostawców wynikający z paraliżu operacji i spowolnienia działalności gospodarczej” – czytamy w komunikacie tej organizacji. Jeśli epidemia będzie się przedłużać i dalej rozprzestrzeniać, znaczne straty – w jej wyniku – mogą ponieść także producenci żywności, w szczególności ci, którzy eksportują dużą część swojej produkcji. Gdy w Chinach rozlała się epidemia koronawirusa, spora część dostaw nie mogła się doczekać rozładowania w chińskich portach. Podobnie sytuacja wyglądała ostatnio na innych azjatyckich rynkach.

Kłopoty wewnątrzunijne

Kłopotów można spodziewać się też na rynkach wewnętrznych Unii Europejskiej. O ile sam sektor jest w UE dość stabilny, to kłopoty zaczynają się w sferze logistyki.

W niektórych państwach dotkniętych epidemią zaczyna brakować kierowców i pracowników firm transportowych oraz centrów zaopatrzeniowych. Wprowadzane przez kolejne kraje środki ostrożności, jak np. dodatkowe kontrole na granicach czy częściowe zamknięcie granic, mogą doprowadzać w części UE do znacznych opóźnień w dostawach. Dotyczy to głównie produktów łatwo psujących się.

Dla krajowych producentów żywności, którzy do tej pory znaczną część swojej produkcji wysyłali na wewnętrzne rynki UE, może oznaczać to dodatkowe komplikacje eksportowe.