5 czerwca 2020

Weganizm do potęgi n-tej

Grzegorz Brycki

Czy jedzenie wyłącznie wegańskiej żywności sprawia, że można się uważać za weganina? Okazuje się, że nie do końca. Tak przynajmniej uważają ultra weganie.

Osoby które z własnej woli rezygnują z mięsa, nabiału, czy innych produktów pochodzących od zwierząt, np. miodu nie mogą się w pełni czuć weganami. Zarzut ten nie pochodzi bynajmniej od zwolenników mięsa, ale od części samych wegan. Ściślej ultra wegan. Rosnącemu znaczeniu takich ruchów przyjrzał się ostatnio brytyjski dziennik „Guardian”.

Zdaniem ultra wegan nawet jeśli jemy same rośliny, nie oznacza to, że w pełni możemy uważać się za osoby wegańskie. Powodem jest sposób uprawy roślin. Do ich wzrostu używa się często nawozów pochodzenia zwierzęcego, w tym obornika i gnojowicy.

– Jest wiele sprzeczności, a nawet hipokryzji w weganach – uważa cytowany przez „Guardiana” Will Bonsall, 45-letni amerykański osadnik ze stanu Maine, który chce zrewolucjonizować produkcję wegańskiej żywności. Zdaniem Bonsalla, aby żywność można w pełni nazwać wegańską, należy z procesu jej produkcji całkowicie wyeliminować nawozy organiczne pochodzenia zwierzęcego. A to dlatego, że nawozy te powstają zazwyczaj w procesie ekstensywnej hodowli, która jest już sama niesie cierpienie dla zwierząt i jest nieetyczne.

Na farmie należącej do Bonsalla nie stosuje się innych metod użyźniania gleby aniżeli wyłącznie naturalne. Przede wszystkim wykorzystuje się w tym celu rozkładające się rośliny. W grę nie wchodzą oczywiście nawozy sztuczne.

Sprawa sposobu nawożenia gleby na farmach budzi kontrowersje wśród środowisk wegańskich. Generalnie wśród wegan panuje bowiem przekonanie, że natura nie wymyśliła wciąż lepszego nawozu niż ten pochodzący od zwierząt. Mimo tego w USA rośliny uprawiane w sposób akceptowalny przez ultra-wegan rosną w około 50 farmach.

Foto: Ultra wegańskie pory: Źródło: Twitter @EllenMaryGarden