17 marca 2020

Uprawa roli wymaga wiedzy… i serca

Redakcja

Wiesław Gryn, rolnik z Rogowa na Zamojszczyźnie, racjonalizator i konstruktor maszyn, popularyzator uprawy bezpłużnej

O takich ludziach mówi się: rolnik z powołania. Od ponad 30 lat Wiesław Gryn prowadzi rodzinne gospodarstwo, dziś prawie 800 ha, na których gospodaruje już z następnym pokoleniem, córką i synem. Ale u Grynów tak właśnie jest: miłość do ziemi i pasję do rolnictwa po prostu ma się w genach.

Koniec sierpnia to dla Wiesława Gryna pracowity okres: do obsiania 300 ha rzepaku, 80 godzin w ciągniku, jak szacuje pan Wiesław.

– Dzisiejsza technologia na pewno ułatwia pracę, można tak zaprogramować maszynę, że robi się prawie samo, z naciskiem na „prawie”, bo jednak intuicji i czujnego oka rolnika nic nie zastąpi – dodaje. 

Sposób na suszę

Wiesław Gryn znany jest z tego, że od lat stosuje na swoich polach technologię uprawy bezorkowej. Podpatrzoną podczas wizyty za oceanem metodę, pan Wiesław przystosował do polskich warunków. Przede wszystkim po to, żeby bronić się przed suszą. W przeciwieństwie bowiem do tradycyjnej orki, która przyśpiesza erozję i jałowienie gleby, uprawa bezpłużna pozwala zatrzymać w ziemi wodę i cenne pierwiastki.

– U mnie kłopoty z wodą zaczęły się znacznie wcześniej, niż pojawił się problem suszy w skali całego kraju – mówi rolnik. – Działy Grabowieckie, rejon, gdzie mam pola, to teren pofałdowany, tu zawsze były niedobory wody. Uprawę bezpłużną zaczęliśmy stosować już pod koniec lat 90. Nie było łatwo, pierwsze próby były wręcz nieudane. Ale uczyliśmy się na błędach, a plony z każdym rokiem były lepsze.

Pan Wiesław uważa, że uprawa bezpłużna może być receptą na kolejne suche lata i spowodowane brakiem opadów problemy rolników w całej Polsce. Kluczem do sukcesu jest wzmocnienie systemu korzeniowego – tak, żeby rośliny mogły w czasie suszy czerpać wilgoć z położonych głębiej warstw ziemi.

– Woda jest najważniejszym determinantem – podkreśla rolnik. – Bez wody, niezależnie od technologii i ilości zastosowanego nawozu, plonu nie będzie. Chodzi o to, żeby wodę, która spadnie na pole, zatrzymać i wykorzystać materię organiczną, podzielić się tym, co ziemia urodzi: połowę zebrać, skonsumować, a drugą połowę w postaci resztek pożniwnych zostawić i oddać glebie. Zatrzymać wodę i zadbać o materię organiczną – to cała filozofia.

Zrównoważony rozwój według Gryna

Na polu u pana Wiesława nic się nie marnuje, słoma, która zostaje – nie zostaje tam bez przyczyny. Będzie przetworzona przez dżdżownice na materię organiczną, bogatą w składniki odżywcze i minerały, które zasilą rośliny. Dodatkowo w ten sposób gleba jest dotleniana. Według Wiesława Gryna, właśnie woda i powietrze w glebie decydują o wielkości plonów.

– Dziś najważniejszą rzeczą jest, żeby nie korzystać tylko z pierwszych 30 cm gleby, ale sięgnąć przynajmniej do metra albo i głębiej – mówi rolnik. – Im większa objętość, tym więcej wody i składników da się zmagazynować. Niestety, świadomość tego, jak badać, a co dopiero – jak poprawiać zasobność gleby, nawet wśród rolników jest niewielka. A tymczasem ekscytujemy się i wysyłamy łaziki na Księżyc, żeby tam badały ziemię, choć nie zbadaliśmy naszej gleby głębiej niż 30 cm – tu, na Ziemi, nie na Księżycu.

Pan Wiesław od lat zachęca do stosowania metody bezpłużnej, chętnie dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą. Współpracuje  z instytutami badawczymi, gości na swoich polach studentów, ma spotkania z rolnikami i wykłady. Ale nie kryje rozczarowania, że  pomimo tych wysiłków technologia, która pozwala poprawić zasobność gleby, znajduje tylko nielicznych naśladowców.

– Trzeba całkowicie zmienić myślenie o uprawie gleby – mówi rolnik. – Nie można jej dalej beztrosko eksploatować. W Polsce mamy bardzo mocno zakwaszone i zdegradowane gleby, w strasznym tempie ubywa próchnicy. Są na to twarde dane, które powinny dawać do myślenia. Ale u nas pokutuje przekonanie, że jesteśmy najmądrzejsi. Tyle że fakty mówią same za siebie – musimy dostosowywać technologię uprawy do zmieniającego się klimatu, a nie zawracać Wisłę kijem, bo powoli już i Wisły zaczyna brakować.

Żyłka konstruktorska

– Gorsze warunki klimatyczne i glebowe musimy nadrobić pomysłowością – mówi pan Wiesław.

I sam jest tej pomysłowości najlepszym przykładem. Dodaje, że u niego w gospodarstwie prawie zawsze matką wynalazku jest potrzeba. Rolnik ma własny park maszynowy, niektóre urządzenia skonstruował od początku, reszta to zmodyfikowane wersje seryjnie produkowanych maszyn. Zawsze miał żyłkę konstruktorską. Sam zaprojektował i zbudował np. agregat uprawowo-siewny, który wykorzystuje do tzw. uprawy pasowej.

– Budujemy maszyny, a te fabryczne przerabiamy pod nasze potrzeby i tak, żeby były bliżej natury – wyjaśnia. – Jak się siedzi tyle godzin w maszynie, to od razu widać wszystkie jej wady. Ale dziś maszyny rolnicze budują inżynierowie albo programiści, którzy nigdy nie byli w polu. Liczy się tylko sprzedaż, dlatego tyle samo kosztuje stal do produkcji maszyn, ile wydaje się na marketing. A dżdżownice i matka natura nie mają pieniędzy na marketing. To zadufanie, że mamy najlepsze maszyny i najlepsze nawozy, już dawno zbankrutowało. Prawda jest taka, że w Europie, stosując dotychczasowe technologie uprawy, nie da się już uzyskać większych plonów.

Rodzina z tradycjami

Grynowie to rolnicy od pokoleń. Pan Wiesław opowiada piękną historię swojej rodziny. Mówi, że w tym samym miejscu i pod tym samym szyldem gospodarstwo funkcjonuje od 1787 r. Wtedy na Zamojszczyznę dotarli przodkowie pana Wiesława – przyjechali na zaproszenie Ordynata Zamojskiego. Rodzina ma korzenie niemiecko-francuskie, przodkowie pochodzili z Alzacji, ale odkąd osiedlili się na ziemiach polskich, wielokrotnie dawali dowody swojego patriotyzmu i przywiązania do ziemi. 

Pan Wiesław z dumą opowiada, że jego pradziadek był wyróżniony w pierwszej encyklopedii rolniczej, jeszcze sprzed I wojny światowej, jako właściciel jednego z najlepszych gospodarstw w guberni lubelskiej. Prababcia z kolei była bliską przyjaciółką Aleksandry Piłsudskiej, późniejszej żony Marszałka. Te piękne tradycje są w rodzinie Grynów pielęgnowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Pan Wiesław objął otrzymane od ojca kilka hektarów pod koniec lat 80. XX w. Od tamtego czasu powiększył swoje gospodarstwo wielokrotnie, wprowadził własne metody i technologie uprawy. Specjalizuje się w produkcji pszenicy, rzepaku i kukurydzy. Chwali sobie współpracę z Cedrob Pasze, gdzie dostarcza zboże. 

Rolnik cieszy się, że dzieci poszły w jego ślady. Jest dumny, że przekazał im to, co najważniejsze: szacunek do ziemi. – Po prostu: w uprawę ziemi trzeba włożyć serce – uśmiecha się pan Wiesław.