14 kwietnia 2020

Ukraina – spichlerz Europy czy rynek zbytu produkcji rolnej

Michał Kozak

Nasz wschodni sąsiad znalazł się w zeszłym roku w trójce największych dostawców produktów rolnych na rynek unijny. Wyprzedzają go tylko USA i Brazylia. Na rynki Unii Europejskiej trafia już 35 proc. eksportu sektora rolnego Ukrainy. Z wyliczeń ukraińskiego rządu od wejścia w życie umowy o stowarzyszeniu, eksport do UE wzrósł o połowę.

Wydawałoby się, że sytuacja branży rolnej nad Dnieprem wygląda więc kwitnąco. To jednak tylko pozory. Koncentracja gruntów rolnych i dominacja – tylko kilku – monokultur powodują, że Ukraina żyjąca z eksportu rolnictwa, paradoksalnie jest dziś ogromnym rynkiem zbytu dla podstawowych produktów rolnych. Na dodatek ukraiński eksport rolny, to niemal wyłącznie nieprzetworzone lub niskoprzetworzone produkty.

Podium dla rolnictwa

Na liście TOP 10 głównych towarów eksportowych Ukrainy w 2019 r. opublikowanej niedawno przez ukraińskiego wiceministra rozwoju gospodarczego, handlu i rolnictwa Tarasa Kaczkę, aż sześć pozycji zajęły produkty sektora rolnego. Ukraińskie rolnictwo reprezentują na tej liście kukurydza, olej słonecznikowy, pszenica, rzepak, soja i wytłoki słonecznika. Przy czym kukurydza, olej słonecznikowy i pszenica zajęły trzy pierwsze miejsca na ogólnej liście towarów eksportowanych.

Ukraińscy producenci rolni sprzedali w 2019 roku aż 32 mln ton kukurydzy, to aż o 11 mln ton więcej niż w 2018 r. Przyniosło im to 5,2 mld dolarów przychodu, czyli o 1/3 więcej niż rok wcześniej. Niemal połowę kukurydzy sprzedano do krajów Unii. Pozostali najwięksi kupcy to Chiny, Egipt, Turcja i Izrael.

Na sprzedaży oleju słonecznikowego Ukraińcy zarobili prawie 3,8 mld dolarów. Największym odbiorcą były Indie, które kupiły ponad 2,1 mln ton, czyli o 1/4 mniej niż rok wcześniej. Drugim największym odbiorcą są kraje UE, które zakupiły prawie 40 proc. więcej oleju w porównaniu do roku 2018. Trzecim największym graczem są Chiny, które zwiększyły import oleju z Ukrainy aż o 77 proc.

Trzecie miejsce na podium towarów eksportowych zajmuje pszenica, której sprzedano blisko 20 mln ton. Ukraińscy producenci zarobili na niej 3,65 mld dolarów. Co ciekawe, kraje Unii zakupiły aż o połowę mniej naddnieprzańskiej pszenicy niż rok wcześniej, bo zaledwie 600 tys. ton. Największymi graczami okazały się Egipt, Bangladesz i Turcja.

W dziesiątce najlepiej sprzedających się towarów eksportowych Ukrainy znalazły się także rzepak, który trafił prawie w całości do krajów UE, a jego sprzedaż wzrosła rok do roku aż o 1/3. Hitem okazała się soja, której sprzedano aż o 60 proc. więcej niż rok wcześniej. Głównymi jej odbiorcami były Turcja, kraje UE i Egipt.

Listę dziesięciu hitów eksportowych Ukrainy zamykają wytłoki słonecznikowe. Sprzedając prawie 5 mln ton producenci zarobili prawie 1 mld dolarów. Największymi odbiorcami były kraje Unii i Chiny.

Ekstensywnie do bólu

Wysoki udział rolnictwa w PKB Ukrainy i jej eksporcie, to dzisiaj jednak bardziej wynik drenażu do granic możliwości posiadanych zasobów, bez patrzenia w przyszłość i dominacji gospodarki ekstensywnej, niż wysokich umiejętności. Gospodarujący na rewelacyjnych gruntach producenci rolni rzadko kiedy zawracają sobie głowę takimi „drobiazgami” jak płodozmian i racjonalne gospodarowanie glebą. W rezultacie np. sianie wyjaławiającego glebę słonecznika bez przerwy w tym samym miejscu przez wiele sezonów to norma. A spadające plony po prostu rekompensowane są zwiększaniem areału zasiewów.

Wydaje się jednak, że nad Dnieprem doszli już do ściany. Na ukraińskiej wsi trudno znaleźć dzisiaj nieużytki. Rozorywany, legalnie i nielegalnie jest każdy skrawek ziemi, a pod pług trafiają nawet rezerwaty przyrody. Pomysłem na zapewnienie wybranym możliwości utrzymania nieefektywnego modelu jest forsowana dziś koncepcja „reformy rolnej”. Jak się ocenia, ma ona wypchnąć poza margines drobnych posiadaczy i pozwolić wielkim graczom na przejęcie ich gruntów.

Jak wygląda dziś efektywność dominującego nad Dnieprem modelu łatwo się przekonać sięgając chociażby po najnowszy raport dla inwestorów przedstawiony przez notowany na warszawskiej giełdzie największy ukraiński agroholding „Kernel”, który operuje na 530 tys. hektarach. Na doskonałych gruntach uzyskuje on zaledwie 51 kwintali pszenicy z hektara, czyli zaledwie połowę tego co irlandcy rolnicy i o kilkadziesiąt procent mniej niż ich francuscy, czy niemieccy koledzy.

Tymczasem w ocenie eksperta ekonomicznego z Federacji Pracodawców Ukrainy Pawła Wierniwskiego, rolnictwo naszego wschodniego sąsiada osiągnęło już maksimum możliwości. Wiele do życzenia pozostawia też efektywność ukraińskich producentów rolnych. Z 5,9 mln hektarów gruntów obsianych w 2017 r. słonecznikiem ukraińscy producenci otrzymali 4,8 mld dolarów dochodu. W przeliczeniu na hektar, dało to dochód dwudziestokrotnie niższy, niż uzyskiwany w tym samym czasie przez rolników holenderskich. Ukraina ewidentnie przegrywa, zauważa Wierniwski, ale agroholdingi zarobiły, więc niczego zmieniać w swoim sposobie gospodarowania nie będą.

Kierunek koncentracja

Na areale mniejszym niż 1000 ha ziemi gospodaruje dzisiaj 35,6 tys. gospodarstw. To właśnie ci mniejsi rolnicy posiadają prawie 1/4 ogółu ukraińskich gruntów rolnych. Średniacy, czyli gospodarstwa o areale od 1 tys. do 10 tys. ha kontrolują 56 proc. gruntów. Jest ich niecałe 5 tysięcy. Gigantyczne agroholdingi o areale przekraczającym 10 tys. ha każdy, trzymają rękę na 21 proc. ukraińskich gruntów rolnych. Jest ich zaledwie 182, ale pokazuje to gigantyczną skalę koncentracji w sektorze rolnym. Proces ten z każdym rokiem nabiera tempa. Z jednej strony zwiększa się obszar pod zasiewami, z drugiej systematycznie spada liczba gospodarujących w sektorze rolnym firm.

Jak to wygląda w praktyce pokazują badania przeprowadzone niedawno przez ukraiński branżowy serwis AgroPolit. W 2017 r. ogólna powierzchnia gruntów pod zasiewami wyniosła 27,046 mln ha, na których działało zaledwie 40 tys. przedsiębiorstw rolniczych (farmerów posiadających osobowość prawną i agroholdingów). 146 agroholdingów posiadało w sumie 2,9 mln ha, a ogółem grupa właścicieli, którą można określić mianem ukraińskich latyfundystów kontrolowała 18,9 mln ha. Rolnicy indywidualni gospodarowali na 8,1 mln ha.

W 2018 r. o prawie 650 tys. ha zwiększył się areał rolny, o 14 wzrosła liczba agroholdingów, które zwiększyły w sumie swój areał aż o 600 tys. ha i jednocześnie o około 500 zmniejszyła się liczba farmerów. W zeszłym roku liczba gospodarstw fermerskich zmalała aż o 1133.

Eksportowo-importowe paradoksy

Za dominacją wielkich posiadaczy ziemskich idzie skrajnie niekorzystna struktura wykorzystania gruntów rolnych odbijająca się na ukraińskich konsumentach i sektorze w całości. Aż 54 proc. gruntów zajmuje produkcja kultur ziarnistych, kolejne 32 proc. areału to kultury techniczne. Na 6,2 proc. gruntów ornych produkuje się pasze. Zaledwie 6,5 proc. ziem nad Dnieprem przeznaczono na warzywnictwo. Co prawda, pozwala to przedsiębiorstwom branży rolniczej na silnie posuniętą mechanizację i automatyzację procesów, z drugiej jednak strony wywołuje potężne braki w konkretnych wymagających nakładów segmentach produkcji.

W rezultacie Ukraina dysponująca bardzo dobrymi warunkami rolnymi jest dzisiaj potężnym importerem owoców i warzyw, których agroholdingom nie opłaca się produkować. Postępująca koncentracja własności gruntów rolnych i wypychanie z rynku drobnych producentów ten proces będzie tylko pogłębiać.

Mniej warzyw na eksport

Według danych niemieckiej firmy analitycznej Fruit Logistica w 2015 roku Ukraina importowała świeże owoce i warzywa na kwotę 443 mln euro. W ubiegłym roku kwota ta wzrosła aż o ponad 100 mln, do kwoty 550 mln euro. Eksport ukraiński był śmiesznie mały. Poza granice kraju nasi wschodni sąsiedzi wysłali owoce za 38 mln euro a warzywa za 65 mln euro. Ujemne saldo w tym segmencie sięgnęło więc już niemal 0,5 mld euro.

Eksport warzyw wciąż spada, w ciągu ostatnich trzech lat zmalał o ponad 15 proc. O 1/3 wzrósł za to w tym samym okresie ich import. Ukraina sprowadza najwięcej pomidorów, cebuli i ogórków, czyli warzyw dla uprawy których ma idealne warunki glebowe i klimatyczne. Przyczyną jest brak bazy przechowalniczej pozwalającej sukcesywnie wypuszczać na rynek zbiory. Zmuszeni są więc sprzedawać je jak najszybciej, a przez pozostałą część roku importują. W powijakach jest także ukraińskie przetwórstwo.

Problemem okazuje się być również produkcją ziemniaków. Ukraiński rynek zalewa znacznie tańszy krochmal z Rosji i Białorusi. Zakłady przetwórcze próbują więc ratować swoją rentowność obniżając ceny skupu. Takie działanie dodatkowo zniechęca i tak stosunkowo nielicznych ukraińskich producentów tego warzywa. Z drugiej strony sieci handlowe nie chcą kupować od producentów rodzimej bulwy, która w ich ocenie nie spełnia wymogów jakościowych. W rezultacie w drugim półroczu ubiegłego roku Ukraina importowała aż 231 tys. ton ziemniaków. Poza towarem z Rosji i Białorusi do sklepów trafiają ziemniaki z Turcji, Egiptu, Pakistanu a nawet Algierii.

Michał Kozak