6 maja 2020

Susze będą standardem, a nie wyjątkiem

Grzegorz Brycki

Susza, której doświadczamy w Polsce, jest zjawiskiem, do którego w ostatnich dziesięcioleciach zdążyła się przyzwyczaić większość Europejczyków z Południa. Czas, abyśmy oswoili się z nią także w Polsce.

– Suszy rolniczej można spodziewać się teraz co roku, a nie jak wcześniej raz na pięć lat – twierdzi wiceminister rolnictwa Ryszard Kamiński. Opinię taką wyraził podczas posiedzenia senackiej Komisji Rolnictwa. Jak na ironię w trakcie jej obrad przez Warszawę przechodził deszczowy front, który w żaden sposób nie zmienia sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Niepokojący trend

W marcu 2020 r. opady deszczu w Polsce były najmniejsze od 30 lat. Kiedy niepokoimy się wysychającą Wisłą nasi sąsiedzi również ze strachem przyglądają się swoim rzekom. Niski poziom wody w Renie, największej rzece Niemiec, spowodował już ograniczenia transportu towarów masowych. Aby nie utknąć na mieliźnie, barki wożą tylko ułamek tego co normalnie. Jeśli solidnie nie popada transport na niektórych odcinkach Renu może całkowicie ustać.

Fatalnie jest w Czechach. Trwająca susza została już uznana przez władze za najgorszą w ciągu ostatnich 500 lat. Minister środowiska Richard Brabec mówi wprost: to katastrofa. Pod koniec kwietnia susza panowała na 99 procentach terytorium naszego południowego sąsiada, z czego „ekstremalna susza” obejmowała ponad 75 proc. kraju. W około 80 procentach czeskich studni o głębokości od 20 do 30 metrów brakuje wody – często nie ma jej wcale.

Władze w Pradze przygotowują się na masowe zaopatrywanie ludności w wodę za pomocą cystern. Z płytkimi studniami jest jeszcze gorzej, bowiem woda z niewielkich głębokości jest „wysysana” przez rośliny i drzewa, które właśnie na wiosnę najbardziej jej potrzebują.

Wszystkie główne rzeki Czech notują przepływy wody dużo niższe od średnich wieloletnich. Jak informuje dziennik „Dnes” przez Wełtawę w Pradze przepływało w kwietniu 2020 r. zaledwie 22 proc. tyle wody, co zazwyczaj w tym miesiącu. Przez Odrę w Bohuminie niedaleko granicy z Polską przepływało w kwietniu tylko 28 proc. tyle wody, co normalnie

Podobnie jak w Polsce susze w Czechach zdarzają się coraz częściej. I tak jak my Czesi nie mają pomysłu, jak rozwiązać problem. Mówi się więc o łapaniu deszczówki, czy też o korzystaniu z doświadczeń Izraelczyków, którzy z suszą radzić muszą sobie niezmiennie od lat. Najgorsze jest to, że nawet jeśli w najbliższych tygodniach spadnie wystarczająca ilość deszczu, nie oznacza to rozwiązania problemu. W naszym regionie widoczny jest dość mocny związek pomiędzy rosnącymi temperaturami, a mniejszymi opadami. W Niemczech przykładowo w latach 50. XX wieku notowano w roku średnio jedynie trzy dni z temperaturą powyżej 30 st. Celsjusza. W ostatnich latach takich dni jest już przynajmniej 10 w roku.

Wskutek braku pokrywy śnieżnej już w kwietniu br. praktycznie w całych Niemczech (z wyjątkiem północnych landów) gleba była sucha jak popiół. Sytuacja była w tym roku znacznie gorsza niż w analogicznym okresie 2018 i 2019 r., kiedy to Niemcy również zmagały się z suszą. W 2020 r. może do niej dojść po raz trzeci z rzędu.

Odczują to konsumenci. Już podczas suszy z 2018 r., najgorszej od rozpoczęcia przez Niemców dokładnych pomiarów, co miało miejsce w 1881 r., ceny świeżych warzyw wzrosły o 30 proc., a ponad 8 tys. właścicieli gospodarstw musiało poprosić rząd w Belinie o pomoc finansową.

Suszy przyjrzała się m.in. Europejska Agencja Środowiska (European Enviromnent Agency – EEA), publikując raport nt. suszy meteorologicznej i hydrologicznej w Europie. EEA sprawdziła m.in. gdzie w Europie dochodziło do suszy w latach 1950 – 2015. Wnioski nie są optymistyczne. Na większości terytorium Unii Europejskiej – z wyjątkiem Skandynawii, części Wysp Brytyjskich i Islandii co każde 10 lat przybywał średnio jeden rok, w którym dochodziło do suszy.

Częstotliwość występowania suszy meteorologicznej w latach 1950 – 2010 (liczba przypadków suszy co każdą dekadę). Źródło: European Environment Agency

Mówiąc inaczej, jeśli jeszcze w połowie XX wieku lata suszy zdarzały się incydentalnie, to już w drugim dziesięcioleciu XXI wieku na każde 10 lat przypadało około pięciu z suszą. Według ministra Ryszarda Kamińskiego na taki scenariusz powinniśmy przygotować się także w Polsce.de

Najgorsza pod tym względem sytuacja jest praktycznie w całej Europie Południowej, zaczynając od Hiszpanii i Portugalii, poprzez całą środkową i południową Francję, Włochy (zwłaszcza ważne dla rolnictwa regiony Toskanii i Doliny Padu), kończąc na Albanii, Grecji i Zachodniej Turcji. Źle było też w Czechach oraz na Słowacji i Węgrzech.

Na tym tle sytuacja w Polsce wygląda relatywnie nie najgorzej. Mimo, że częstotliwość suszy wzrosła na większości terytorium naszego kraju, w tym – niestety – w tak ważnych regionach rolniczych, jak Wielkopolska, Kujawy, czy Dolny Śląsk i Opolszczyzna, to z drugiej strony spadła na tzw. ścianie wschodniej i Pomorzu.

Niepokojące są też zebrane przez EEA dane o średnim przepływie wody w rzekach w najsuchszym miesiącu roku. Na znacznej połaci Półwyspu Iberyjskiego, we Francji i we Włoszech w ciągu ostatnich niecałych 70 lat ilość wody w rzekach w trakcie najsuchszego miesiąca spadała o 5 – 10 proc. co dekadę. W niektórych regionach spadek ten przekraczał nawet 20 proc., co w praktyce oznacza, że okresowo wysychały.

Również i w tym przypadku sytuacja Polski – na tle Europy – nie jest najgorsza. W ostatnich dziesięcioleciach zaobserwowano spadek przepływu wody w rzekach w Polsce Centralnej, na Dolnym Śląsku oraz w Małopolsce. Natomiast na Pomorzu sytuacja jest nawet lepsza niż kilkadziesiąt lat temu. Wyjątkowo płytka w tym roku Wisła to wciąż raczej ewenement w skali naszej powojennej historii. Problem w tym, że to już kolejny rok z kolei, kiedy „królowa polskich rzek” odsłania swoje dno.

Co nas czeka

Na podstawie trendów historycznych oraz analizy bieżących zjawisk klimatycznych EEA przygotowała prognozę zagrożenia suszą meteorologiczną oraz przepływów wody w europejskich rzekach w kolejnych dziesięcioleciach. Przyjęto dwa scenariusze związane z poziomem koncentracji dwutlenku węgla.

Prognoza zmian występowania przypadków suszy w latach 2041 – 2070 (wartość dodatnia oznacza przyrost liczby przypadków suszy na danym obszarze co każde 10 lat). Źródło: European Environment Agency

Pierwszy to tzw. scenariusz RCP 4.5, zgodnie z którym w najbliższych dziesięcioleciach stężenie dwutlenku węgla w atmosferze pozostanie na mniej więcej podobnym poziomie co teraz. Drugi scenariusz (RCP 8.5) przewiduje dalszy wzrost stężenia CO2.

EEA wyszła z założenia, że większa ilość dwutlenku węgla prowadzi do wzrostu temperatury powietrza, a tym samym zwiększa ryzyko suszy. W przypadku obydwu scenariuszy prognozy nie są optymistyczne dla Europy Południowej. Częstotliwość występowania suszy w latach 2041 – 2070 zwiększy się najbardziej w Hiszpanii, Portugalii, południowej Francji, we Włoszech i w Grecji. Groźba powtarzającej się plagi suszy w scenariuszu RCP 8.5 jest szczególnie duża w przypadku Hiszpanii.

Co ciekawe, modele klimatyczne nie wskazują jednoznacznie, jak często z suszą będziemy mieć do czynienia w Polsce. Zaskakujące jest zwłaszcza to, co może stać się w przypadku scenariusza RCP 8.5, czyli efektu znacznego przyrostu stężenia CO2. O ile w Europie Południowej jego skutki mogą być katastrofalne, o tyle wyższa koncentracja dwutlenku węgla może doprowadzić do… spadku ryzyka wystąpienia suszy w południowo-wschodniej Polsce. Należy jednak zaznaczyć, że modele wykorzystywane przez EEA nie dają jednoznacznych wniosków, co stanie się z klimatem w naszym kraju.

Podobnie wyglądają prognozy przepływu wody w rzekach na końcówkę XXI wieku (lata 2071 – 2100). Również i w tym przypadku najczarniejszy scenariusz dotyczy Hiszpanii. W porównaniu ze stanem z lat 1981 – 2010 spływ wody w rzekach hiszpańskich pod koniec bieżącego stulecia może się zmniejszyć o 50 – 75 proc., a nawet więcej. W praktyce istnieje ryzyko, że część rzek w tym regionie zamieni się w okresowe.

Prognoza średnich przepływów i deficytu wody w europejskich rzekach w latach 2071 – 2100 (okres 1981 – 2010 = 100 proc.). Źródło: European Environment Agency

Niewesoły, choć dużo lepszy niż południe Europy scenariusz, czeka również nasz region. W przypadku utrzymania się koncentracji CO2 na poziomie zbliżonym do obecnego w kolejnych dziesięcioleciach istnieje ryzyko wysychania rzek zwłaszcza w Polsce Środkowej. Jeżeli CO2 będzie więcej (RCP 8.5) wody w polskich rzekach pod koniec XXI wieku może być nawet nieco więcej.

Nie ma oczywiście żadnych gwarancji, że prognozy EEA budowane m.in. na podstawie historycznych trendów sprawdzą się. Zwłaszcza, że w tym roku mamy do czynienia z anomaliami przeczącymi wnioskom EEA. W kwietniu nadspodziewanie dużo deszczu spadło np. w Hiszpanii i we Francji, podczas gdy w wielu regionach Polski nie spadła ani kropla.

Polska może zyskać

Dla niektórych ryzyko niemal trwałej suszy w krajach Południa Europy w najbliższych kilkudziesięciu latach może oznaczać dylemat, czy warto kupować tam dom na starość, skoro przez większość roku trzeba będzie siedzieć w klimatyzowanych pomieszczeniach i będzie problem z podlaniem trawnika.

W rzeczywistości to jednak gigantyczne pytanie o przyszłość i strukturę europejskiego rolnictwa. Z powodu niedoboru wody produkcja rolnicza w niektórych regionach Południa może przestać być opłacalna, a kraje te staną się w przeciągu kilku najbliższych dekad gigantycznymi importerami żywności. Według prognoz International Food Policy Research Institute w 2050 r. z 2018 r. średnie zbiory zbóż w Hiszpanii będą o około 20 – 25 proc. niższe niż obecnie. Zyskają na tym rolnicy z północnej Europy, w tym polscy, gdzie warunki do gospodarowania pozostaną bardziej sprzyjające. Niektóre konsekwencje zmian klimatycznych wyglądają z dzisiejszej perspektywy absurdalnie. Za 30 lat mamy np. szansę stać się jednym z uznanych producentów wina.