7 maja 2020

Pandemia koronawirusa utrudnia walkę z ASF

Grzegorz Brycki

Rolnicy z Wielkopolski z niepokojem czekają na zbliżający się okres wzrostu przypadków występowania Afrykańskiego Pomoru Świń. Rosną też obawy przed tą chorobą w Niemczech.

Zdaniem Aleksandra Dargiewicza, prezesa Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej „PolPig” wybuch pandemii koronawirusa zaszkodził kampanii zwalczania Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF). Z oczywistych powodów ochrona przed koronawirusem stała się priorytetem państwa. W efekcie walka z ASF zeszła na drugi plan. Skutki tego mogą okazać się fatalne dla polskich producentów trzody chlewnej z Wielkopolski.

– Jeśli stracimy Wielkopolskę, konsekwencje dla branży mięsnej w Polsce będą katastrofalne – ocenia Aleksander Dargiewicz, wskazując, że znaczenie Wielkopolski w produkcji trzody chlewnej w naszym kraju jest dziesięciokrotnie większe niż Podlasia i regionu Warmii i Mazur, gdzie ASF pojawił się wcześniej, dziesiątkując tamtejszą populację świń.

Jak podkreśla Dargiewicz ASF jest chorobą sezonową. Choć naukowcy nie wyjaśnili dlaczego tak się dzieje, wiadomo, iż najwięcej przypadków zdarza się między czerwcem a wrześniem. – Zbliżamy się więc do trudnego i wręcz decydującego okresu. Nie wiemy co się stanie – mówi prezes KZPPTCH.

Z powodu koronawirusa i zakazu wstępu do lasów myśliwi musieli wiosną tego roku praktycznie ograniczyć odstrzał dzików w zachodniej Polsce. Jak twierdzi Aleksander Dargiewicz, również obecnie nie mogą często prowadzić skutecznie polowań. Zgodnie z prawem odstrzelone dziki powinny trafiać wyłącznie do specjalnie przygotowanych na tę okoliczność chłodni. Pandemia sprawiła, że niektóre koła łowieckie nie dysponują takimi urządzeniami. W powiecie międzyrzeckim myśliwi zmuszeni byli np. kupić chłodnię za własne pieniądze, choć powinni dostać ją od państwa.

ASF coraz bardziej niepokoi też Niemców. Kilka dni temu Krajowe Stowarzyszenie Rolników Brandenburgii (LBV) wezwało rząd w Berlinie do budowy stałego ogrodzenia na granicy z Polską. Według szefa LBV Henrika Wendorffa dotychczasowe środki ochrony przed rozprzestrzeniającym się w zachodniej Polsce ASF są niewystarczające.

Jego zdaniem, oprócz nowego stałego płotu – podobnego do tego, jaki istnieje na granicy niemiecko-duńskiej – należałoby jeszcze dla bezpieczeństwa postawić równolegle drugą linię ogrodzenia przy polskiej granicy. – Drugi płot spełnia rolę buforu. Takie rozwiązanie sprawdziło się wcześniej na granicy francusko-belgijskiej, zapobiegając przedostaniu się chorego na ASF dzika do Francji – mówi Aleksander Dargiewicz.

W Niemczech nie wykryto dotychczas żadnego przypadku ASF. Jednak z obawy przed potencjalnie chorymi dzikami z Polski pod koniec 2019 r. Niemcy wybudowali po swojej stronie granicy w landzie Brandenburgii 120-kilometrowe ruchome ogrodzenie, podłączone do prądu. Organizacje rolnicze obawiają się, że ogrodzenie to nie jest wystarczające. Na początku br. część płotu w okolicach Frankfurtu nad Odrą została zniszczona, o co podejrzewa się lokalnych spacerowiczów. Ponadto zdarzają się przypadki kradzieży kabli zasilających istniejący płot. Po polskiej stronie granicy obszarem zagrożonym ASF jest obecnie praktycznie cała południowa część województwa lubuskiego. W tym roku wykryto już kilka przypadków afrykańskiego pomoru m.in. w okolicach Żar, Lubska i Krosna Odrzańskiego.