18 marca 2020

Nie ma cudownych eliksirów są tylko: wiedza i ciężka praca

Redakcja

Odziedziczył po rodzicach nieco ponad 3 ha ziemi, by po 40 lat uprawiać ziemię już na blisko 100 ha. Jego pasją jest kukurydza, którą uważa za roślinę przyszłości. Tadeusz Szymańczak, rolnik ze Skrzelewa to bohater najnowszej Sylwetki Magazynu.

Impuls rozwoju

– Jestem rolnikiem, z prawnego punktu widzenia, od 1972 roku. Pracowałem w gospodarstwie, kiedy prowadzili je rodzice. Gospodarstwo było bardzo małe, bo liczyło tylko 3,4 ha, ale wtedy można się było z tego utrzymać. Dzisiaj trzeba o tym praktycznie zapomnieć, by taka powierzchnia pozwoliła na utrzymanie rodziny – uważa Tadeusz Szymańczak

Szymańczak uprawia ziemię razem z żoną. Syn i córka również są rolnikami. To już trzecie pokolenie tym gospodarstwie. Cały areał, łącznie z tym należącym do dzieci, to niespełna sto hektarów. Gospodarstwo rozłożone jest na trzech powiatach, czterech gminach 12 miejscowościach w ponad 80 kawałkach, co znacznie zwiększa koszty i absorbuje czas, ale w tym regionie nie było innej możliwości.

Rozdrobnienie spowodowało jednak poszukiwanie rozwiązań, które mogłoby poprawić przychody z działalności rolnej. Stąd dwa kierunki: uprawa uproszczona monokulturowa oraz rolnictwo precyzyjne. Tym ostatnim zajmuje się syn, który, co ciekawe wyposaża w nowoczesny sprzęt również maszyny starszego typu.

– W tym roku pierwszy raz pryskaliśmy chwasty, a nie pole – mówi rolnik ze Skrzelewa. Dzięki rolnictwu precyzyjnemu i wykorzystaniu dronów udało się zlokalizować skupiska chwastów, które nie zostały zlikwidowane przy pierwszym zabiegu doglebowym i zastosować punktowy oprysk – dodaje.

Kukurydziana pasja

Specjalizacja to silna strona gospodarstwa Szymańczaka. Na wszystkich polach uprawia on kukurydzę. Uważa, że dzięki koncentracji na jednej roślinie jest w stanie zgłębić wszystkie tajniki tej uprawy i stale udoskonalać technikę rolniczą, dobór odmian, środków ochrony roślin i nawozów.

Szymańczak rok rocznie organizuje Dni Kukurydzy, imprezę promującą dobre praktyki i innowacje w uprawie kukurydzy. Wydarzenie gromadzi kilka tysięcy osób z Polski i zagranicy. Ważnym zagadnieniem przewijającym się podczas obchodów jest uprawa uproszczona w monokulturze, której Szymańczak jest wielkim zwolennikiem. Twierdzi, że taki sposób uprawy jest przyszłością, pozwala na wyższe plony, zatrzymanie większej ilości wody w glebie i zapewnienie przyrostu próchnicy w glebie. Tegoroczne żniwa w gospodarstwie zdają się to potwierdzać. Przy tak małej ilości opadów, średni zbiór z hektara wyniósł ponad 10 ton ziarna.

– Mówienie , o tym, że, że monokultura jest czymś złym, jest anachronizmem – mówi Tadeusz Szymańczak. – Kukurydza, żyto, na całym świecie można uprawiać w monokulturze i tylko ludzie, którzy nie  pogłębiają swojej wiedzy mogą mówić, że monokultura jest szkodliwa – dodaje.

Gleba – kluczowy czynnik sukcesu

-Gleba jest żywym organizmem – twierdzi Szymańczak. Sam się tym przekonał, gdyż w pewnym momencie zaobserwował brak przyrastania próchnicy, mimo, że wprowadzał do gleby duże ilości materii organicznej. Wtedy zorientował się, jak ważnym elementem jest biologia gleby i znajomość procesów w niej zachodzących. Kluczowa okazała się właściwa współpraca z bakteriami. Niewielkie korekty w uprawie sprawiły, że w gospodarstwie Szymańczaków od siedmiu lat zaczęła przyrastać próchnica. -Wystarczy o 0,5% podnieść poziom próchnicy, a spowoduje to zwiększenie absorbcji wody o 30-40% – twierdzi rolnik.

Próchnica zatrzymuje nie tylko wodę, ale także minerały i mikroelementy. Uniemożliwia wymywanie tych substancji, które są wykorzystywane przez rośliny i nie trafiają w efekcie np. do wód gruntowych. Tworzenie próchnicy to proces mozolny, wymagający cierpliwości, ale zdaniem Szymańczaka trud się opłaca. Jak zaznacza, tworzenie próchnicy powoduje sekwestrację dwutlenku węgla, czyli wiązanie go w glebie, a to zmniejsza emisję CO2.Aby dbać o glebę i środowisko rolnik obsadza cześć gruntów lasem, który zatrzymuje erozję gleby i poprawia bioróżnorodność. Tym samym pokazuje, że rolnicy, którzy właściwie podchodzą do uprawy ziemi ograniczają emisję i negatywny wpływ na środowisko.

Łączenie nauki z praktyką

Gospodarstwo Szymańczaków znajduje się na liście gospodarstw wdrożeniowych. Ściśle współpracuje Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie. Prowadzi liczne badania i poletka doświadczalne. Może dlatego od wielu lat odwiedza je wielu gości z Polski i zagranicy – Chin czy USA.

Rolnik  jest zwolennikiem roślin modyfikowanych genetycznie. Bezpieczeństwo ich stosowania potwierdziły polskie instytuty. Mimo to w Polsce, ale też w wielu krajach europejskich, uprawa jest zabroniona. Według Szymańczaka, jedną z dużych przewag kukurydzy modyfikowanej genetycznie jest zdecydowanie mniej mykotoksyn w ziarnie. Dlaczego? Takie rośliny są odporne m.in. na działanie omacnicy prosowianki, która atakując roślinę powoduje uszkodzenia ścian komórkowych. W tych miejscach rozwijają się grzyby z rodzaju fuzarium, produkujące mykotoksyny, które razem z ziarnem trafiają potem do pasz, czy mąki. W związku z zakazem uprawy roślin modyfikowanych rolnik postanowił dobrze poznać przeciwnika.

– Na studiach strasznie nie lubiłem entomologii, ledwo ją zdałem. Okazało się, że aby zwalczać omacnicę, musiałem na nowo poznać tę naukę i zgłębić biologię tego owada. Dobrać metody ograniczania i zwalczania – mówi.

Szymańczak rozpoczął prowadzenie badań, konsultował ich wyniki z naukowcami i zaczął popularyzować swoje obserwacje. Dzięki temu znacznie poprawił skuteczność zwalczania tego owada -Musimy zdobywać wiedzę, aby ją sprawdzać w praktyce, tylko w ten sposób rolnictwo może się rozwijać – konkluduje Szymańczak.

Ma jedno, życzenie, aby w rolnictwie było mniej polityki a więcej merytorycznych argumentów i doświadczenia.