17 września 2019

Kontraktacja jest szansą i koniecznością

Redakcja

O kondycji polskiego drobiarstwa rozmawiamy z prof. Janem Jankowskim, kierownikiem Katedry Drobiarstwa Uniwersytetu Warmiński Mazurskiego w Olsztynie.

Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej podaje, że w 2018 roku całkowita produkcja mięsa drobiowego w Polsce wyniosła ok. 2,9 mln ton i przewiduje dalszy wzrost produkcji drobiowej w 2019 r. Ma ona osiągnąć ok. 3,2 mln ton, czyli zanotować wzrost o ok. 8,5 %. Myśli Pan, że trend utrzyma się również w kolejnych latach?

W ostatnich latach dynamika wzrostu produkcji mięsa drobiowego w Polsce jest imponująca. Od 2007 roku, w ciągu 12 lat,  produkcja uległa potrojeniu. Tempo niespotykane w innych gałęziach rolnictwa i sektorach gospodarki. Wszystko wskazuje na to, że przewidywania dotyczące bieżącego roku zostaną zrealizowane. A w następnych latach? Moim zdaniem dynamika rozwoju drobiarstwa ulegnie zmniejszeniu, chociaż w wielu regionach kraju powstają nowe inwestycje związane z ubojem i przetwórstwem drobiu. Problem może wystąpić jednak z pozwoleniami na budowę nowych ferm, spowodowany coraz bardziej negatywnym nastawieniem części społeczeństwa do wielkotowarowej produkcji zwierzęcej, nie tylko do drobiarskiej i nie tylko w Polsce. Ponadto planowany zakaz stosowania soi modyfikowanej genetycznie w żywieniu zwierząt  nie tylko zahamuje wzrost, ale także spowoduje  poważne zmniejszenie  dotychczasowej produkcji.

Co ciekawe w analizach amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) pojawiły się prognozy, że produkcja mięsa drobiowego w Unii Europejskiej w 2019 roku wzrośnie, ale jest to spowodowane głownie wzrostem produkcji w Polsce, co pokazywało bardzo dobrą kondycję rodzimych hodowców drobiu. Co jest źródłem przewagi konkurencyjnej polskiego drobiarstwa i z czego ona wynika?

Polska od 2016 roku jest największym producentem mięsa drobiowego w UE. Nasze mięso stanowi ponad 15% produkcji całej Unii. Tak więc polscy drobiarze mają znaczący wpływ na wielkość produkcji w UE. Czy znajdują się w dobrej kondycji? Moim zdaniem jako cała branża tak, ale sytuacja ekonomiczna właścicieli ferm jest bardzo zróżnicowana. W gorszej sytuacji znajdują się właściciele małych ferm, eksploatujących stare, energochłonne budynki i nienadążający za rozwojem nowych technologii. W zdecydowanej większości infrastruktura techniczna i technologiczna polskiego drobiarstwa oraz pracującego głównie na jego potrzeby przemysłu paszowego są bardzo nowoczesne, spełniające najwyższe standardy. To między innymi decyduje o dużej przewadze konkurencyjnej. Produkujemy najtaniej w UE. Nie bez znaczenia jest tu także nadal relatywnie tania siła robocza.

Głównym odbiorcą naszego drobiu są dziś kraje unijne. Jednak, aby dalej się rozwijać powinniśmy szukać nowych rynków zbytu poza UE. Które rynki są dziś najbardziej perspektywiczne?

Tak szybki wzrost produkcji mięsa drobiowego w Polsce jest możliwy dzięki eksportowi. Krajową konsumpcję szacuję, na podstawie bilansu produkcji i handlu zagranicznego, na około 38 -39 kg na 1 mieszkańca rocznie. To bardzo dużo i bardzo dobrze! Jednak dalszy znaczący wzrost spożycia będzie bardzo powolny. Od lat eksport mięsa drobiowego przekracza 40%, a niekiedy 45%  jego produkcji. To bardzo korzystna sytuacja, ale jednocześnie także niebezpieczna, szczególnie gdy około 90% eksportu trafia na rynki krajów UE. Trzeba bowiem pamiętać, iż samowystarczalność UE w produkcji mięsa drobiowego wynosi około 105%. Moim zdaniem szanse dalszego wzrostu polskiego eksportu na rynki UE są mocno ograniczone i wątpliwe. Szczególnie gdy Ukraina, gdzie drobiarstwo szybko nadrabia zaległości rozwojowe, bardzo umiejętnie wykorzystuje dostęp do rynku unijnego i luki prawne w tym zakresie. Zdobycie pozaeuropejskich rynków zbytu warunkuje dalszy rozwój polskiego drobiarstwa. Najbardziej obiecujące kierunki to Chiny, Bliski i Daleki Wschód oraz Afryka. Musimy jednak pamiętać, że konkurencja ze strony Brazylii i USA jest tam bardzo silna.

Polscy hodowcy drobiu poszukują dywersyfikacji. Oprócz brojlerów kurzych jesteśmy czołowym producentem indyków i gęsi. Jak Pan ocenia szanse polskich hodowców na dogonienie Węgrów, czy Francuzów w produkcji kaczek?

Brojlery kurze zdominowały także światową produkcję drobiarską stanowiąc około 85%. W Polsce podobnie. Z tym, że produkujemy zdecydowanie za mało kaczek, a przodujemy (1. miejsce w Europie, 3. w świecie) w produkcji indyków. Tak więc wzrost produkcji mięsa kaczek, na które jest coraz większe zapotrzebowanie konsumentów krajowych, jest właściwym kierunkiem. Czy w produkcji kaczek dogonimy Węgrów lub Francuzów? Na początku lat 70 ubiegłego wieku uczyliśmy się nowoczesnego drobiarstwa u Węgrów, a obecnie dużo eksportujemy na ten rynek, natomiast Francuzi na początku obecnego stulecia produkowali prawie czterokrotnie więcej mięsa drobiowego niż Polacy. Więc myślę, że jest taka szansa. Co do gęsi, to produkujemy je głównie na eksport, a w skali całego polskiego drobiarstwa jest to produkcja niszowa. Popyt na rynku krajowym jest, mimo różnych akcji promocyjnych, niewielki. Chociaż osobiście jestem smakoszem gęsiny.

Czy to perspektywiczna produkcja, zwłaszcza z uwagi na chłonny rynek azjatycki?

Jeśli pytanie dotyczy mięsa kaczego, to wydaje mi się, że istnieje duże zapotrzebowanie na rynku wewnętrznym. Nie znam chłonności rynków azjatyckich. Wiem jednak, że najwięcej kaczek produkuje  się w Chinach. Mięso i jaja kacze stanowią tam główne źródło białka zwierzęcego.

Jest Pan autorem licznych prac na temat żywienia drobiu. Przygotowywał Pan też opracowanie dotyczące wykorzystania soi GMO w paszach. Dowodził Pan w swoich pracach, że rośliny modyfikowane genetycznie nie są zagrożeniem ani dla zdrowia ludzi, ani zwierząt. Dlaczego – Pana zdaniem – tak trudno przekonać przeciwników stosowania GMO w paszach, że nauka nie potwierdza ich obaw?

Wokół stosowania w żywieniu zwierząt, w tym drobiu, pasz pochodzących z roślin modyfikowanych genetycznie narosło wiele kontrowersji i mitów. Modyfikacja genetyczna soi, stosowanej w żywieniu zwierząt i ludzi od ponad 25 lat, polega na wywoływaniu odporności tej rośliny na środek chwastobójczy Roundup, wykorzystywany powszechnie w Polsce m.in. do przyśpieszenia dojrzałości rzepaku przed zbiorem. Modyfikacja genetyczna to wprowadzenie do genomu obcego genu, czyli w pewnym uproszczeniu białka. Białko to jest trawione w przewodzie pokarmowym i nie wpływa w żaden sposób na metabolizm konsumenta. W przypadku mięsa drobiowego człowiek jest konsumentem wtórnym. Prowadzone od ponad 30 lat badania z wykorzystaniem najnowszych dostępnych technik analitycznych nie dostarczyły żadnych przekonujących dowodów na szkodliwość zastosowanej modyfikacji. Nie znam przyczyn dla których część społeczeństwa niedowierza wynikom badań. Dla nich drobiarstwo powinno mieć w ofercie produkty niestandardowe, tj. mięso i jaja od ptaków żywionych bez udziału pasz modyfikowanych genetycznie. Będą one znacznie droższe niż standardowe, ale konsument ma pełne prawo wyboru.

Branża drobiowa przekonuje, że wprowadzenie zakazu stosowania soi GMO w paszach spowoduje załamanie produkcji drobiowej w Polsce…

Wprowadzenie zakazu stosowania GMO w żywieniu zwierząt spowoduje krach w drobiarstwie. Bo tu mamy zupełnie inną sytuację, niż w przypadku np. żywienia krów, które potrzebują znikomej ilości pasz wysokobiałkowych. Oczywiście, potrafimy już żywić także drób bez soi, jednak skąd wziąć takie ilości surowców wysokobiałkowych. Od lat zwiększamy ilość pasz rzepakowych, nasion roślin strączkowych i śruty słonecznikowej w mieszankach pełnoporcjowych dla drobiu, ale przy takiej skali produkcji to nie jest wystarczające. Uprawiamy już w Polsce soję (bez modyfikacji genetycznej) i być może w przyszłości powtórzy się historia polskiej kukurydzy. Musimy jednak pamiętać, że zwiększając areał upraw roślin białkowych, ograniczymy możliwości upraw zbóż.

W jakich obszarach, z Pana perspektywy, jest dziś najwięcej do zrobienia? Żywienie, weterynaria czy organizacja produkcji?

Zdecydowanie żywienie, bo ma wpływ nie tylko na koszty produkcji, ale także na zdrowie ptaków, ich dobrostan, jakość i bezpieczeństwo mięsa oraz jaj. W ostatnim Europejskim Sympozjum Żywienia Drobiu, które odbyło się 10-13 czerwca w Gdańsku i jest organizowane cyklicznie co 2 lata, uczestniczyło ponad 1800 osób w 76 krajów. Liczba uczestników potwierdza rangę problematyki żywienia, a powierzenie organizacji tego wydarzenia Polsce świadczy o docenieniu osiągnięć naszego kraju w tym zakresie. 

Zespół pod Pana kierownictwem prowadził również wiele badań na temat poprawy żywienia drobiu. Które kierunki rozwoju są dziś najbardziej obiecujące?

Nakazem chwili jest znaczne ograniczenie stosowania antybiotykoterapii w stadach drobiu, a także wyeliminowanie z paszy kokcydiostatyków antybiotykowych. Zdrowie ptaków zależy od tego, co dzieje się w ich przewodzie pokarmowym. Stąd też, moim zdaniem, najważniejszym problemem jest zachowanie równowagi ekosystemu przewodu pokarmowego oraz zwiększenie sprawności sytemu immunologicznego ptaków. Badania mojego zespołu i zespołów współpracujących z nami, a także innych placówek naukowych i firm biotechnologicznych w kraju i za granicą, są ukierunkowane na tę problematykę. Na rynku pojawiają się już produkty z drobiu, który nie był leczony antybiotykami, a w  paszy nie było kokcydiostatyków antybiotykowych.

Czy białko owadzie może być wartościowym i uzasadnionym ekonomicznie dodatkiem do pasz?

Mączka z owadów jest wartościowym źródłem białka i tłuszczu, a możliwość jej wykorzystania w żywieniu drobiu jest przedmiotem wielu programów badawczych na całym świecie. Dotychczasowe wyniki są obiecujące. Moim zdaniem, uzasadniony jest chów owadów przede wszystkim jako bioreaktora do utylizacji odpadów. Wyprodukowane z larw takich owadów mączki wysokobiałkowe i tłuszcze mogą być wykorzystane jako pasza dla zwierząt, jednak obecna cena sprawia, że jest to ekonomicznie nieopłacalne. Ponadto powstaje pytanie, czy konsumenci zaakceptują produkty od zwierząt żywionych taką paszą, skoro brak jest akceptacji dla mączek mięsno-kostnych stosowanych od dziesięcioleci (z wyjątkiem UE, gdzie obowiązuje zakaz od 2001 roku). Przecież wszystkie ksenobiotyki wbudowane w ciało robaków wskutek utylizacji odpadów skoncentrują się w mączkach i trafią do konsumpcyjnych produktów odzwierzęcych. Mączki takie mogą być dobrą paszą dla zwierząt towarzyszących lub futerkowych, chociaż już są dopuszczone w UE do stosowania w paszach dla ryb. Moim zdaniem, należy przywrócić możliwość stosowania mączek mięsno-kostnych i, podobnie jak w przypadku soi GMO, oferować na rynku także produkty powstałe bez udziału mączek. Niech konsument wybierze.