25 maja 2020

Amerykańscy farmerzy masowo utylizują drób

Grzegorz Brycki

Hodowcy kurczaków z Karoliny Północnej zostali zmuszeni do rozpoczęcia eutanazji zwierząt, których nie mogli sprzedać z powodu koronawirusa. W USA uśmiercono już ponad 10 mln sztuk drobiu.

Mimo wysiłków amerykańskich władz, w tym rządowego nakazu utrzymania produkcji w zakładach mięsnych, farmerzy mają wciąż ogromne problemy ze sprzedażą odchowanych zwierząt do uboju. Część zakładów przetwórczych wciąż nie może funkcjonować normalnie, ponieważ ich pracownicy zostali zarażeni koronawirusem albo ze strachu przed nim nie chcą pojawić się w pracy.

Przed weekendem hodowcy drobiu ze stanu Karolina Północna zmuszeni byli rozpocząć eutanazję około 1,5 mln sztuk drobiu. Stanowe władze weterynaryjne nie podały dodatkowych szczegółów. W całej Karolinie Północnej hoduje się około 170 – 190 mln sztuk drobiu.

W pozostałych stanach USA zabito już łącznie około 10 mln sztuk drobiu, którego nie odebrały zakłady uboju. Przymusowa eutanazja drobiu jest ostatnią rzeczą, o której pomyśleliby farmerzy. Niestety nie ma pomysłu na alternatywne rozwiązania.

W tej nadzwyczajnej sytuacji nie ma też optymalnego sposobu, jak przeprowadzać sam proces eutanazji. W większości przypadków hodowcy drobiu rozpylają w kurnikach pianę podobną do piany przeciwpożarowej. Metoda ta jest ostro krytykowana przez organizacje ochrony zwierząt. Inną opcją jest wykorzystanie dwutlenku węgla.

Podobne dylematy mają hodowcy trzody chlewnej. Istnieje ryzyko, że w ciągu najbliższych pięciu miesięcy w USA eutanazji poddanych zostanie nawet 10 mln świń. Sposobem na uśmiercanie zwierząt w tym przypadku może być wyłączanie wentylacji w chlewniach, czy wtłaczanie dwutlenku węgla. Organizacje prozwierzęce postulują np., aby hodowcy spowolnili tucz trzody i zwiększyli temperaturę w chlewniach, co miałoby zmniejszyć apetyt zwierząt. Jednak zdaniem hodowców pomysł ten jest równie niehumanitarny, jak eutanazja.

Tragedii związanej z akcją przymusowego uśmiercania zwierząt towarzyszą wydłużające się kolejki przed amerykańskimi bankami żywności, w których zaopatrują się głównie ludzie ubodzy czy tracący pracę. W jednym z takich centrów kolejka chętnych miała prawie 10 km długości.